sobota, 2 maja 2015

Podpaski na 1000 sposobów, czyli "Dziewczyny z Danbury" Piper Kerman.

           Po obejrzeniu Orange Is The New Black naturalną koleją rzeczy było sięgnięcie po książkę, która twórców serialu zainspirowała, tym samym zaczynając przygodę z ogólnie rzecz biorąc "literaturę więzienną" ;)
             Piper Kerman ma narzeczonego i niezłą pracę. Przyszłość stoi przed nią otworem... do czasu, kiedy policja odkrywa jej przestępstwo sprzed 10 lat, kiedy to dla swojej byłej dziewczyny imieniem Nora przemyciła pieniądze zdobyte na sprzedaży narkotyków. Wyrok - 15 miesięcy w więzieniu Danbury. Piper zdarzyło się tam całkiem sporo, a raczej mało czego się spodziewała...
              Zacznijmy od tego, że książka nie ma jakiejś "linii fabularnej", nie składa się nawet ze zdarzeń następujących jedno po drugim. Owszem, jest mniej więcej chronologicznie, ale Piper po prostu opowiada o co ciekawszych zdarzeniach, które jej się przydarzyły. Był to dobry wybór, bo w ten sposób czytamy tylko o wyróżniających się z więziennej rutyny rzeczach, nieraz zabawnych sytuacjach, niekiedy po prostu ciekawych. Niestety, przez to książka nie ma też czegoś, co by trzymało przy lekturze, ale jednak ciągnęło mnie do czytania jej, gdy miałam wolną chwilę.
              Strasznie mi się podoba sposób, w jaki Piper opowiada o swoim pobycie w więzieniu. Nie chodzi mi tutaj o styl, tylko...charakter. Sposób, w jaki opisuje inne więźniarki. Sposób, w którym pokazuje więzi pojawiające się między nimi... Po prostu było w tym coś ciepłego, no i prawdziwego. Raczej nie sądzę, żeby Piper koloryzowała swoje wspomnienia.
              Tak samo jak linii fabularnej nie ma, trudno tu mówić stricte o postaciach, bo główna część książki to właśnie opisy i nie ma w tym absolutnie nic złego - dialogi zdarzają się jednak rzadko. Mimo wszystko widać, że te osoby to prawdziwi ludzie i chociaż pojawia się ich całkiem sporo, to jednak każdy się na swój sposób wyróżnia.
              Piper przy okazji opisywania swoich przeżyć dotyka nieco tematu zasadności i przydatności więzieni w USA, robi to dość zgrabnie, nie przesłaniając tym całości wspomnień. Ma w swoich rozmyślaniach trochę racji kobita...
              Wspomnę teraz coś o stylu, w którym pisze Kerman. W sumie trudno mi go ocenić... Nie należy on do tych, przy których książkę się wręcz pochłania, nie ma też w nim większych błędów. Jest taki zwyczajnie przeciętny, chociaż czasami ukazują się ciekawe sformułowania...zdecydowanie jednak nie należy do tych czarujących, ani po prostu lekkich.
               Niełatwo mi się właściwie wypowiedzieć o tej książce - z jednej strony mi się naprawdę podobała, z drugiej jednak nie ma w niej nic specjalnego, raczej nie jest to pozycja, o której się będzie pamiętać na długo. Mimo wszystko polecam. Tematyka więzienna jest ciekawa, a wspomnienia Piper czyta się przyjemnie, na dodatek pojawia się parę fragmentów, sytuacji, które po prostu trzeba jakoś zaznaczyć, zapamiętać. Powtórzę - nie jest to coś, co cię potencjalnie oczaruje, ale jest mimo wszystko ciekawe i polecam, zdecydowanie polecam. Ocena... ocena to 6,5/10.
               Dodam jeszcze, że książka się sporo od serialu różni, a w "wersji pisanej" można znaleźć między innymi przepis na więzienny sernik oraz wywiad z Piper, całkiem ciekawy zresztą.

5 komentarzy:

  1. Najpierw wolałabym przeczytać książkę. Jej tematyka mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Swego czasu miałam ochotę na tę ksiażkę, teraz nie jestem pewna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko polecam, bo jest ciekawa i po prostu... taka ciepła. Może niekoniecznie od razu kupować, ale pożyczyć lub dorwać na wyprzedaży? Jak najbardziej.

      Usuń
  3. Akurat w tym momencie nie mam bliżej sprecyzowanych planów czytelniczych, więc może rozejrzę się za nią w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń

Jak już poświęciłeś/aś chwilkę, żeby to przeczytać, to zostaw po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota i pokazuje mi, że kogoś jednak obchodzą moje wypociny ;)